Recenzja „Rytuał gejszy. Japoński sekret promiennej cery” Victorii Tsai – czy warto?

with 1 komentarz

Ostatnio w ręce wpadło mi kilka nowych pozycji książkowych na temat urody, troski o skórę i jej pielęgnacji. Wiem, że nie zawsze jesteś pewna czy warto poświęcić swój czas i pieniądze na lekturę książki, zwłaszcza gdy nie jesteś ekspertką w danej dziedzinie. Dlatego też pomyślałam, że skoro i tak poświęcam czas na lekturę, to mogę podzielić się swoją opinią o pozycji z Tobą i zaoszczędzić Twój czas i energię. Taki mały prezent ode mnie 😉 Panie i Panowie, tak właśnie rozpoczynam serię recenzji obiecującym tytułem „Rytuał gejszy. Japoński sekret promiennej cery” autorstwa Victorii Tsai.

gejsza

Co obiecuje wydawca?

Wydawca przekonuje nas, że dzięki książce poznamy kluczowe zasady dbania o urodę, przejdziemy przez wszystkie kroki rytuału gejszy, otrzymamy wskazówki jak taki rytuał dostosować do swoich potrzeb.

 

Co sprawiło, że sięgnęłam po „Rytuał gejszy. Japoński sekret promiennej cery”?

Ciekawość rozpaliło słowo „rytuał” w tytule. Ostatnio dużo czytam o nawykach i chciałam się przekonać czy i w tej książce autorka zaproponuje wyraźny algorytm dbania o skórę, tak jak zrobiła to Charlotte Cho w książce ” Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji”. Liczyłam na tradycyjne azjatyckie metody na pokonanie problemów skórnych. Chciałam zobaczyć też jak bardzo rytuał gejsz różni się od sposobów Koreanek. Czy moje oczekiwania zostały zaspokojone?

 

Kim jest autorka?

Victoria Tsai jest Tajwanką, ale dorastała w Stanach Zjednoczonych. Jej historia to opowieść niemal bliźniaczo podobna do historii Charlotte Cho – zachodnia pielęgnacja doprowadziła skórę do ostrego zapalenia skóry, z którym nie mogła sobie poradzić. Odwiedzając Japonię Victoria zapoznała się z gejszami, których skóra była zachwycająca, niezależnie od wieku. Po wdrożeniu metody oczyszczania skóry gejsz – najpierw olejkiem kameliowym, a następnie mączką ryżową, skóra Victorii uspokoiła się, a po 2 miesiącach rytuału nie było śladu po wcześniejszych problemach. Nic dziwnego, że postanowiła zgłębić tajniki tradycyjnego dbania o cerę, co następnie zainspirowało ją do założenia firmy produkującej kosmetyki. Autorka założyła markę Tatcha – nazwa pochodzi od słowa tachibana, które określa tradycyjny sposób układania kwiatów. Po tym wstępie byłam bardzo zachęcona nie mogąc się doczekać jakie to jeszcze metody zaserwuje mi autorka.

Kwiat

Oprawa graficzna

Książka wydana jest bardzo ładnie. Okładka jest twarda, w przyjemnej kolorystyce. Trochę męczy mnie ten róż we wszystkich książkach związanych z urodą, ale cóż, kwestia gustu i na pewno silny marketing idący za wyborem tego koloru przez wydawcę ;). Osobiście nie obraziłabym się jednak za błękitną czy fioletową okładkę.

Wewnątrz książki znajdziemy minimalistyczne grafiki, dużo akwareli oraz tradycyjnych obrazków wykonanych tuszem. Przykładowymi grafikami okraszony jest ten wpis. Czyż nie są piękne? Od razu zdradzę, że niestety, ładna i spójna szata graficzna to zdecydowanie najsilniejszy punkt tej pozycji. 

 

Sekretne rytuały gejsz

Jak wygląda sekretny rytuał, którym zechciała podzielić się z nami autorka? Składa się on z 4 kroków:

  1. Oczyszczanie
  2. Złuszczanie
  3. Tonizowanie
  4. Odżywianie

Jak wyglądają poszczególne kroki?

 

Gejsza_akwarela

1. Oczyszczanie 
Zdradziłam już wcześniej pierwszy punkt rytuału – autorka poleca stosowanie olejku kameliowego. Jest to bardzo podobne do etapu koreańskiego – oczyszczanie olejkiem to metoda pozwalająca na pozbycie się zanieczyszczeń, które dobrze rozpuszczają się w tłuszczu (chemica miała rację 😉 „podobne rozpuszcza podobne”). Jest to także bardzo podobna metoda do OCM (Oil Cleansing Method – wpisując tę frazę w okienku Google dowiesz się więcej), z tymże autorka na koniec nie stosuje wcale ręczniczka zanurzonego w ciepłej wodzie, tylko po prostu zmywa olejek ciepłą wodą i ewentualne pozostałości usuwa namoczonymi płatkami. Nie ma tu drugiego etapu jak u Koreanek, czyli zmywania produktem na bazie wody, a jest za to…

 

2. Złuszczanie
To nie takie złuszczanie, do jakiego jesteśmy przyzwyczajone. W tym etapie do niewielkiej ilości drobno zmielonej mączki ryżowej dodajemy wodę, spieniamy i taką mączką myjemy twarz przez około 15-20 sekund. Na koniec wszystko zmywamy wodą. Na tym etapie pozbywamy się też resztek olejku, więc jest to niejako drugi etap dwustopniowego oczyszczania twarzy Koreanek.

 

3. Tonizowanie
I tu mamy do czynienia nie z tonizowaniem, jakie nam jest znane, tj. użyciem produktu o pH zbliżonym do skóry by przywrócić jej właściwe pH po oczyszczaniu, ale jest to właściwie wklepanie w skórę esencji. Esencja to wodny produkt upakowany substancjami aktywnymi. Podobnie jak u Koreanek – aż żal wylewać ten cenny produkt na płatki, więc nalewamy niewielką ilość w zagłębienie dłoni i wklepujemy w twarz

 

4. Odżywienie
Porcję kremu, olejku lub żelu (żalenie od typu cery) mieszczącą się na małej łyżeczce wmasowujemy w twarz kierując się do góry i na zewnątrz.

 

Jak się okazuje cały rytuał w nowoczesnej, odświeżonej formie (olejek z emulgatorem by łatwiej go było zmyć przy użyciu wody, mączka ryżowa z dodatkiem enzymów i drobinek pilingujących) można odtworzyć przy użyciu produktów firmy Tatcha. Jeśli jesteś ciekawa, to wystarczy, że odwiedzisz stronę producenta lub obejrzysz filmik prezentujący rytuał (Rytuał firmy Tatcha).

Co więcej znajdziemy w książce?

Znajdziemy jeszcze zachwyt nad jedwabiem, krótkie informacje o ochronie przeciwsłonecznej i kąpielach relaksujących, lakonicznie potraktowany temat typów skóry i typów osób dbających o skórę (entuzjastka, lojalistka, samozwańcza dermatolożka i minimalistka – przypomina to niemal psychotesty z Bravo girl), dwa krótkie masaże twarzy, informacje o kilku składnikach naturalnych, stosowanych w pielęgnacji skóry, dwa przepisy (dosłownie – dwa!) na zdrowe przekąski i tzw. lekcje gejszy, będące niczym więcej, niż to, co słyszymy zewsząd – kochaj swoje niedoskonałości, ciesz się chwilą, zmień definicję piękna…masaz

Niewielka lektura na pół godziny…

Odpowiadając na pytanie czy książka spełniła moje oczekiwania – absolutnie nie. Lektura ta jest niewarta czasu, pieniędzy, ani uwagi. Czasu co prawda zajęła niewiele, bo choć książka ma ponad 120 stron, to spokojna lektura nie zajmie Ci dłużej niż pół godziny… Nieraz więcej mojego czasu i uwagi zabierał mi artykuł w „Przekroju”, niż ta pozycja. Z reguły staram się nie oceniać tego typu pozycji zbyt surowo, wiedząc, że kobiety z różnym poziomem wiedzy mogą sięgnąć po książkę i czegoś się z niej dowiedzieć. Nie każda lektura musi być bardzo techniczna, ani odkrywcza, ale ta książka nie niesie jednak właściwie żadnej, oprócz estetycznej, wartości dla czytelnika.

 

Co z niej wyniosłam?

Oprócz tego, że marketing i ładny design są dźwignią handlu 😉 postanowiłam przetestować delikatne złuszczanie mąką ryżową. Oczyszczałam już twarz zmielonymi płatkami owsianymi, a także płatkami zmieszanymi z glinką, ale mąka jeszcze nie była w moim repertuarze. Zaopatrzę się w mąkę i zobaczę czy służy mojej cerze 🙂

 

Ogólna ocenaOcena_rytuał

Dla samych grafik i stylu nie warto sobie zaprzątać głowy – książka jest bardzo słabą pozycją i cała treść starczyłaby na nie więcej niż artykuł w kobiecym magazynie. Nawet gdy spojrzałam na książkę jako na pozycję dla laika, to nie byłam w stanie dostrzec większej wartości. Nie polecam!

Jestem ciekawa jaka jest Twoja opinia! Kto już przeczytał? Kto ma taki zamiar? A może są inne pozycje, które uważasz za godne polecenia (lub nie)? Śmiało, podziel się w komentarzu 🙂

 

Grafiki

  1. Unsplash
  2. Victoria Tsai „Rytuał gejszy. Japoński sekret promiennej cery”