Twoje dziecko to bomba potencjału, czy geniusz?

with Brak komentarzy

Zastanawiałaś się kiedyś czy geniuszem się rodzimy czy może jednak stajemy? Jak duża jest w tym rola nauczycieli i środowiska? Jakie lekcje daje nam André Stern, człowiek, który nigdy nie chodził do szkoły? I czym jest ten enigmatyczny efekt Pigmaliona?

André Stern i bomba potencjałów

            Kilka miesięcy temu miałam przyjemność pojawić się na wykładzie André Sterna. Jeśli ktoś jeszcze go nie zna, to jest to osoba, którą spokojnie moglibyśmy nazwać człowiekiem renesansu. Jest synem Arno Sterna – pedagoga i badacza, który swoje badania i działania opiera na poszanowaniu spontanicznych skłonności człowieka. Jak czytamy na jego stronie: „jest muzykiem, kompozytorem, lutnikiem, dziennikarzem i pisarzem. Jest także szczęśliwym mężem i ojcem.”

Kluczowym jest jednak to, że André Stern nigdy nie chodził do szkoły. I tu z reguły zaczynają się emocje. BO JAK TO?! TAK MOŻNA?

Jak najbardziej, można! W końcu wydawać by się mogło, że coraz więcej osób decyduje się na edukację domową bądź alternatywną edukację (szkoły Montessori, Walfdorskie). Kłopot jednak w tym, że edukacji André Sterna nie da się ubrać nawet w te elastyczniejsze ramy, bo mężczyzna, jako takiej edukacji nie odebrał, w żadnej ze wspomnianych form. Jego rodzice pozostawili mu totalną wolność w wyborze ścieżki rozwoju. I tak, dorastając, miał okazję zajmować się lutnictwem, wydawaniem gazetki, budowaniem aparatów, fotografią, graniem na gitarze, teatrem…

André Stern jest bardzo ciekawą i otwartą osobą, która w relacji rodzic-dziecko stawia na postawę ZAUFANIA – zaufania, że dziecko wie, czego mu potrzeba i ma w sobie naturalną ciekawość, która pozwala mu się rozwijać, a która wciśnięta pomiędzy szkolną ławkę, a tablicę wypisaną równym pismem nauczycielki może rozproszyć jego uwagę i przygasić zainteresowanie światem. Nasuwa mi to na myśl cytat z książki Olgi Tokarczuk „Opowiadania bizarne”:

Wiemy dziś, że człowiek rodzi się jako bomba różnych potencjałów i czas dorastania nie jest wcale wzbogaceniem i uczeniem się, ale raczej eliminacją kolejnych możliwości. W końcu z dzikiej bujnej rośliny stajemy się czymś w rodzaju bonsai – skarlałą, przystrzyżoną i sztywną miniaturą możliwych siebie.”

drzewko bonsai

Zresztą, o tej bombie potencjałów André w czasie wykładu wspominał nie raz i wspominał również o tym, że każde dziecko niesie w sobie mnóstwo możliwości i naszym zadaniem jest wsparcie go w rozwoju, a nie ingerencja w proces.

Kto tu naprawdę jest geniuszem?

Podczas całego wykładu zdążyłam się wzruszyć, roześmiać, zachwycić i zasmucić. André fenomenalnie poprowadził spotkanie, a na koniec zarezerwował czas na pytania. W morzu podniesionych rąk pojawiła się ręka Pani o równo przystrzyżonych włosach i w eleganckiej garsonce. André udzielił Pani głosu i jak okazało się, była to kobieta o długiej karierze pedagogicznej, która bardzo chciała podzielić się swoją historią:

Chciałam Państwu opowiedzieć o historii, która miała miejsce kilka dobrych lat temu. Dowiedziałam się o teście jaki można wykonać na grupie dzieci, a który miał pomóc ocenić, czy dziecko ma zadatki na geniusza, czy nie. Polegał on na tym, że dziecko otrzymywało kartkę papieru i miało za zadanie podzielić kartkę na dwie części. Oczywiście wkomponowałam to ćwiczenie pomiędzy inne zadania tak, by dzieci nie orientowały się, że jest to element jakiegoś testu. W jednej z klas, na samym końcu siedziała dziewczynka – Ania. Ania pochodziła z biednej rodziny, rodzicom nie przelewało się i chyba właśnie dlatego, z poczucia wstydu, siadała w ostatniej ławce. Gdy podeszłam do niej odebrać kartkę Ania wyciągnęła przed siebie brudną rączkę, ze zwiniętą w kulkę kartką. Gdy poprosiłam ją o oddanie kolejnej części odpowiedziała mi: – Drugą cześć będzie musiała sobie Pani wyobrazić. Byłam tak zaskoczona tą odpowiedzią, że skonsultowałam ją z bardzo znanym profesorem psychologii na jednej z konferencji, który powiedział mi, że dziecko ma ogromne zadatki na bycie geniuszem. Zaprosiłam wraz z dyrektorką rodziców tej dziewczynki, którzy nie mogli zrozumieć naszego zachwytu nad rezultatem testu i wstydzili się, że dziewczynka tak nietuzinkowo rozwiązała zadanie. Po dłuższych rozmowach wytłumaczyliśmy im, że dziewczynka ma zadatki na geniusza. Teraz mieszka w Anglii, jesteśmy nadal w kontakcie, dziewczyna osiągnęła świetne wyniki w nauce, jest fizykiem kwantowym.”

 

Po całej wypowiedzi André spokojnie wytłumaczył, że właśnie to, co on krzewi, to idea, że właściwie, w tym pojęciu, każde dziecko ma ogromny potencjał i może być takim „geniuszem”, a ja… cóż, przyznam, że cała kipiałam z frustracji i dotąd żałuję, że nie podzieliłam się moim spostrzeżeniem na forum. Pomijając absurdalny jak dla mnie test, którego efektem miało być uznanie dziecka za geniusza, wyraźnie nasunęła mi się na myśl jeszcze jedna rzecz. Dzięki temu przykładowi zobaczyłam, czarno na białym, jak błędne mogą być wnioski, jakie wyciągamy z pewnych naszych założeń…

Opisana powyżej historia od razu nasunęła mi na myśl jeden z fenomenów psychologicznych, a mianowicie „efekt Pigmaliona”. Pigmalion to mityczny król Cypru, który wykuł z kości słoniowej kobietę, zakochał się w niej, a następnie błagał Afrodytę aby ją ożywiła, co też się stało. Jak to się jednak ma do geniuszu?

dzieci_klasa

Czym jest efekt Pigmaliona?

            Psycholog Robert Rosenthal wraz z dyrektorem szkoły Leonore Jacobson przeprowadzili w latach 60-tych eksperyment, który polegał na przeprowadzeniu wśród dzieci testu, który udawał test IQ przypadkowym podzieleniu grupy dzieci na „późno rozkwitających geniuszy” i zwykłych uczniów. Nauczyciele tych dzieci zostali poinformowani, że na podstawie testu wybrano uczniów, których można określić jako „późno rozkwitających” – są to uczniowie, którzy jak dotąd nie pokazali żadnych oznak wyjątkowości, ale na pewno tacy są i mają w sobie większy potencjał niż pozostali. Dzieci z kolei, o tym fakcie nie były w ogóle informowane, a nauczyciele proszeni, o nie dzielenie się tą wiedzą z uczniami. Co jest zastanawiające to fakt, że nauczyciele zaczęli zachowywać się zupełnie inaczej w odniesieniu do potencjalnych „geniuszy” niż do pozostałych dzieci. Byli dla nich sympatyczniejsi, tworzyli wokół tych dzieci milszą atmosferę, zakładali, że jeśli dziecko źle odpowiedziało na pytanie, to dlatego, że oni źle je sformułowali. Często formułowali odpowiedzi razem z dziećmi, pozwalali im na dłuższą wypowiedź, poświęcali także więcej czasu na wytłumaczenie im popełnionych przez nich błędów, a w przypadku pozostałych uczniów akceptowali odpowiedzi, które nie były w pełni zadowalające. Ponadto widocznie rozszerzali uczony materiał uczniom uważanych za geniuszy. Zauważono też, że wybrane dzieci również zaczęły inaczej o sobie myśleć i faktycznie zaczęły osiągać lepsze wyniki w nauce. Po roku okazało się, że wybrane dzieci osiągnęły więcej niż ich rówieśnicy dzięki „pozytywnym oczekiwaniom” swoich nauczycieli.

Przypominasz sobie teraz Pigmaliona? Jego „pozytywne oczekiwania” ożywiły posąg i sprawiły, że stał się żywą kobietą.

4 czynniki kreujące „wyjątkowe dziecko”

  1. Pozytywne środowisko – sympatyczne podejście nauczyciela, rodzica.
  2. Rozszerzenie materiału – nauczyciele zakładali, że w dzieci z potencjałem jest warto inwestować i poszerzali informacje, których im udzielali. Podobnie jest również w przypadku rodziców, którzy uznają, że dziecko ma w jakimś kierunku talent i inwestują zasoby (czas, pieniądze, energię) w jego rozwój.
  3. Kreowanie okazji do odpowiedzi – uczniowie uznani za bardziej utalentowanych mieli więcej okazji do udzielania odpowiedzi, nauczyciele tworzyli odpowiedzi z nimi, parafrazowali pytania.
  4. Odpowiedź zwrotna – nauczyciele nie zawracali sobie głowy uczniami uznanymi za przeciętnych, a w przypadku wyjątkowych szczegółowo wyjaśniali im popełnione błędy, inwestowali więcej czasu i energii w omówienie wyników.

dziecko_jenga

Podsumowanie

Po pierwsze – nie ufajcie „testom na geniusza”. Każde dziecko to bomba potencjałów, która może osiągnąć wiele. Po drugie – pozytywne oczekiwania kreują rzeczywistość. Jest to bardzo podobne do efektu „samospełniającej się przepowiedni”. Jeśli Twoje dziecko to „humanista, który nigdy nie pojmie matematyki”, to voila! Ono nigdy nie pojmie matematyki! Jeśli Twój mąż to leń, który tylko ogląda telewizję i nie zajmuje się w domu, to – taaaak, dokładnie, Twój mąż palcem nie ruszy w kuchni, a mycie podłogi będzie przyprawiało go o zgrozę. Warto wyzbywać się ocen negatywnych i uwypuklaniem cudzych wad, bo, cóż, oprócz efektu Pigmaliona istnieje efekt Golema, który mógłby być tematem na inny wpis ;).

Literatura

ROSENTHAL, R & JACOBSON, L. What you expect is what you get. Psychological Reports. 1966, T. 19, s. 115–118.

Pygmalion effect – polecam angielską wikipedię dużo bardziej niż polską wersję 🙂